Na ekranach kin w całej Polsce widzowie mają okazje obejrzeć najnowszy film Władysława Pasikowskiego „Kurier”. Jest to udana forma patriotycznej edukacji historycznej, ukazująca zbrodnie niemieckie na Polakach, zdradę aliantów, bohaterstwo Polaków, oraz to, że Polacy nie kolaborowali z nazistami i że nie byli sprawcami, tylko ofiarami holokaustu.
Wszystko to sprawia, że obraz ten, sprzeczny z żydowską i lewicową kłamliwą narracją historyczną (obsadzającą Polaków w roli sprawców zagłady Żydów) nie spodobał się lewicy, według której filmy produkowane w Polsce, za pieniądze polskich podatników, mają pokazywać Polaków jako zdegenerowanych zbrodniarzy, by oglądający Polacy dalej tkwili w narzuconych im kompleksach i poczuciu winy, która pozwala siłom antypolskim zniewalać i okradać nasz naród.
OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
O „Oskarach” i dlaczego zostały zignorowane
Co roku pisaliśmy i publikowaliśmy felietony o nominowanych i zwycięzcach nagród Stowarzyszenia Amerykańskiej Akademii Sztuki Filmowej (AMPAS), popularnie zwanych „Oskarami”. W tym roku takich materiałów nie było.
Nie, nie zapomnieliśmy o „Oskarach”.
To była nasza świadoma decyzja: nie będziemy więcej publikować żadnych felietonów dotyczących tego nic już nie znaczącego wydarzenia
Stało się tak dlatego, że już od kilku lat instytucja ta (AMPAS) po cichu urosła do rangi jednego z najważniejszych narzędzi uprawiania obrzydliwej propagandy lewactwa w USA i na świecie. AMPAS nie ma już nic wspólnego z promowaniem kultury i sztuki filmowej, a tym samym „Oskary” nie są już miarodajnym wyznacznikiem osiągnięć sztuki filmowej w USA i świecie anglojęzycznym (nadal, niestety, dominującym na świecie).
Nie, nie zapomnieliśmy o „Oskarach”.
To była nasza świadoma decyzja: nie będziemy więcej publikować żadnych felietonów dotyczących tego nic już nie znaczącego wydarzenia
Stało się tak dlatego, że już od kilku lat instytucja ta (AMPAS) po cichu urosła do rangi jednego z najważniejszych narzędzi uprawiania obrzydliwej propagandy lewactwa w USA i na świecie. AMPAS nie ma już nic wspólnego z promowaniem kultury i sztuki filmowej, a tym samym „Oskary” nie są już miarodajnym wyznacznikiem osiągnięć sztuki filmowej w USA i świecie anglojęzycznym (nadal, niestety, dominującym na świecie).
Rylska, Barbara
Pani Barbara Rylska urodziła się 20 stycznia 1936 roku w Warszawie. Studia aktorskie ukończyła na warszawskiej PWST w 1959 roku. Jeszcze w tym samym roku otrzymała angaż w warszawskim Teatrze Komedia i zadebiutowała na małym ekranie w spektaklu Teatru TV w roli prostytutki w „Podróży” wg. Stanisława Dygata, w reżyserii Stanisława Wohla. Od 1966 roku występowała w Teatrze Ludowym, a w 1974 roku przeszła do nowo powstałego Teatru Komedii i Farsy „Kwadrat”, w którym miała angaż przez następne… 40 lat (prawie), aż do 2013 roku.
Z jej karierą w Teatrze Kwadrat wiąże się też pewna zabawna anegdota, obecnie będąca częścią jego historii, a którą po raz pierwszy publicznie opowiedział pan Gustaw Holoubek w jednym z wywiadów w 2006 roku. Według jego słów, znana z ciętego języka aktorka Kalina Jędrusik podczas jednej z prób pozwoliła sobie zapalić na scenie papierosa. Natychmiast zwróciło to uwagę strażaka, który przypomniał jej, że tam nie wolno palić. Oburzona tym aktorka burknęła do strażaka:
Z jej karierą w Teatrze Kwadrat wiąże się też pewna zabawna anegdota, obecnie będąca częścią jego historii, a którą po raz pierwszy publicznie opowiedział pan Gustaw Holoubek w jednym z wywiadów w 2006 roku. Według jego słów, znana z ciętego języka aktorka Kalina Jędrusik podczas jednej z prób pozwoliła sobie zapalić na scenie papierosa. Natychmiast zwróciło to uwagę strażaka, który przypomniał jej, że tam nie wolno palić. Oburzona tym aktorka burknęła do strażaka:
„Zabawa zabawa”
Obrazów, które przedstawiają ludzi uzależnionych jest bardzo dużo. Jednak zazwyczaj prezentują one utarte schematy, bazują na stereotypach i tak naprawdę niewiele wnoszą do dyskusji o tym poważnym, społecznym problemie.
W związku z tym, że jestem kinomanem, zaryzykowałam i postanowiłam zobaczyć film Kingi Dębskiej „Zabawa zabawa”. Piszę o ryzyku, ponieważ widziałam autorstwa Dębskiej – „Moje córki krowy” i niestety nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. W zasadzie jeden z wielu obrazów, o których za jakiś czas nie będę pamiętać.
Inaczej natomiast oceniam, właśnie najnowsze, dzieło Dębskiej. Wszystkim niezdecydowanym, którzy zastanawiają się, czy warto poświęć godzinę i 28 minut, postaram się rozwiać wątpliwości i zachęcić do zmierzenia się z tym, jednak niełatwym, filmem.
Na premierze filmu opisywano go w ten sposób:
W związku z tym, że jestem kinomanem, zaryzykowałam i postanowiłam zobaczyć film Kingi Dębskiej „Zabawa zabawa”. Piszę o ryzyku, ponieważ widziałam autorstwa Dębskiej – „Moje córki krowy” i niestety nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. W zasadzie jeden z wielu obrazów, o których za jakiś czas nie będę pamiętać.
Inaczej natomiast oceniam, właśnie najnowsze, dzieło Dębskiej. Wszystkim niezdecydowanym, którzy zastanawiają się, czy warto poświęć godzinę i 28 minut, postaram się rozwiać wątpliwości i zachęcić do zmierzenia się z tym, jednak niełatwym, filmem.
Na premierze filmu opisywano go w ten sposób:
„1983” – polskie „1984”?
Ataki terrorystyczne z 1983 roku pogrzebały polskie nadzieje na wyzwolenie spod jarzma komunizmu i utrwaliły rządy Partii. Co więcej, wydarzenia te zapobiegły rozpadowi ZSRS, który nigdy nie rozpadł się.
Dlatego 20 lat później – teraz, w 2003 roku, po dwóch dekadach pokoju i dobrobytu w Polsce – zimna wojna wciąż trwa w najlepsze, a przywódcy reżimu wcielają w życie tajny plan obmyślony jeszcze w latach 1980-ch. Spisek ten nie tylko radykalnie odmieni Polskę i wpłynie na życie jej obywateli, ale ma też odmienić losy całego świata…
Partia i brutalna Służba Bezpieczeństwa wciąż sprawują władzę. Związek Radziecki dogorywa, a Polska jest ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Opozycja nie istnieje, o demokracji nikt nie słyszał, a rewolucja dopiero się tli. Wybuchnie, jeśli na jaw wyjdzie najbardziej skrywana tajemnica władzy.
Dlatego 20 lat później – teraz, w 2003 roku, po dwóch dekadach pokoju i dobrobytu w Polsce – zimna wojna wciąż trwa w najlepsze, a przywódcy reżimu wcielają w życie tajny plan obmyślony jeszcze w latach 1980-ch. Spisek ten nie tylko radykalnie odmieni Polskę i wpłynie na życie jej obywateli, ale ma też odmienić losy całego świata…
Partia i brutalna Służba Bezpieczeństwa wciąż sprawują władzę. Związek Radziecki dogorywa, a Polska jest ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Opozycja nie istnieje, o demokracji nikt nie słyszał, a rewolucja dopiero się tli. Wybuchnie, jeśli na jaw wyjdzie najbardziej skrywana tajemnica władzy.
Doktoraty honoris causa Wielkim Polskiego Kina
Senat Szkoły Filmowej w Łodzi zdecydował o przyznaniu tytułów doktora honoris causa Wielkim Polskiego Kina. Wręczenie tytułów odbędzie się 13 grudnia o godz. 12.00.

To będzie dla Szkoły bardzo ważny moment – honorowy tytuł wręczony zostanie jednym z pierwszych absolwentów naszej Szkoły; ludziom, których twórcza droga jest dla nas godna najwyższego uznania. Poznali się w Szkole. Kazimierz Kutz – student Wydziału Reżyserii Filmowej, Jerzy Wójcik - Wydziału Operatorskiego.
To będzie dla Szkoły bardzo ważny moment – honorowy tytuł wręczony zostanie jednym z pierwszych absolwentów naszej Szkoły; ludziom, których twórcza droga jest dla nas godna najwyższego uznania. Poznali się w Szkole. Kazimierz Kutz – student Wydziału Reżyserii Filmowej, Jerzy Wójcik - Wydziału Operatorskiego.
„Niepodległość” – dotknięcie historii i… propaganda
Film „Niepodległość” emitowany 12 listopada w telewizji Polsat i TVP 1 – przykuł uwagę kilku milionów ludzi. 1,5 godziny pokolorowanych, w dużej mierze nieznanych do tej pory kronik filmowych i ujęć – robi naprawdę duże wrażenie. Nie wypowiadam się na temat techniki kolorowania zdjęć, bo się na tym znam średnio, choć odnotowuję glosy krytyczne.
Myślę wszakże, że dla przeciętnego widza jest to niedostrzegalne – on będzie chłonął historię ożywioną cyfrowo i w kolorze. I to jest niepodważalne – trzy lata pracy twórców filmu jak najbardziej zasługują na uznanie, nawet jeśli coś mogło być lepiej zrobione. Dla historyka najważniejsze są te fragmenty filmu, które pokazują do tej pory nieznane materiały filmowe, a jest tego sporo. Przede wszystkim sekwencje z przyjazdu do Polski Armii Polskiej gen. Józefa Hallera, przywitanie w Wielkopolsce (Leszno, gdzie widać na peronie młodego ppłk. Władysława Andersa), entuzjazm tłumów, powitanie w Warszawie.
Myślę wszakże, że dla przeciętnego widza jest to niedostrzegalne – on będzie chłonął historię ożywioną cyfrowo i w kolorze. I to jest niepodważalne – trzy lata pracy twórców filmu jak najbardziej zasługują na uznanie, nawet jeśli coś mogło być lepiej zrobione. Dla historyka najważniejsze są te fragmenty filmu, które pokazują do tej pory nieznane materiały filmowe, a jest tego sporo. Przede wszystkim sekwencje z przyjazdu do Polski Armii Polskiej gen. Józefa Hallera, przywitanie w Wielkopolsce (Leszno, gdzie widać na peronie młodego ppłk. Władysława Andersa), entuzjazm tłumów, powitanie w Warszawie.
30. Festiwal Filmu Polskiego w USA
O festiwalowych początkach, odbiorze polskiego kina wśród Amerykanów i święcie polskiego filmu w Chicago, z założycielem i przewodniczącym komitetu organizacyjnego 30. jubileuszowego Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, Krzysztofem Kamyszewem rozmawia Grzegorz Dziedzic, redaktor wydawanego w USA polonijnego „Dziennika Związkowego”.
Grzegorz Dziedzic:
— W tym roku Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce odbędzie się w Chicago po raz 30. Jako założyciel festiwalu pamięta Pan zapewne jego początki.
Krzysztof Kamyszew:
— Wszystko zaczęło się od Krzysztofa Kieślowskiego, który przekazał nam dwa swoje filmy – „Krótki film o miłości” i „Krótki film o zabijaniu”, dzisiaj uchodzące za klasykę kina europejskiego.
Grzegorz Dziedzic:
— W tym roku Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce odbędzie się w Chicago po raz 30. Jako założyciel festiwalu pamięta Pan zapewne jego początki.
Krzysztof Kamyszew:
— Wszystko zaczęło się od Krzysztofa Kieślowskiego, który przekazał nam dwa swoje filmy – „Krótki film o miłości” i „Krótki film o zabijaniu”, dzisiaj uchodzące za klasykę kina europejskiego.
Ucieczka z rynku treści
Pan Bóg jest PiSowcem
Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim „Wprost” Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem „Kler”, że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli „totalnej opozycji” wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.
Oczywiście, nic w tym dziwnego, że tłumy w kinowych salach wprawiły udręczone pisowską dominacją salony w stan bliski lewitacji. W maniakalno-depresyjnym cyklu, rządzącym ich życiem, po raz kolejny faza „ta polska katolicka ciemna hołota nigdy nie posłucha światłych ludzi trzeba stąd wy... jeżdżać” przechodzi płynnie w fazę „PiS wygrał tylko przypadkiem, oni już są skończeni, wszyscy ich nienawidzą, zaraz za chwilę znowu będzie jak było i to na zawsze”.
Oczywiście, nic w tym dziwnego, że tłumy w kinowych salach wprawiły udręczone pisowską dominacją salony w stan bliski lewitacji. W maniakalno-depresyjnym cyklu, rządzącym ich życiem, po raz kolejny faza „ta polska katolicka ciemna hołota nigdy nie posłucha światłych ludzi trzeba stąd wy... jeżdżać” przechodzi płynnie w fazę „PiS wygrał tylko przypadkiem, oni już są skończeni, wszyscy ich nienawidzą, zaraz za chwilę znowu będzie jak było i to na zawsze”.
Fuck off Żydu z Michigan… Istotne różnice w narracji
O istotnych różnicach w narracji
Omówimy dziś trzy kwestie, a raczej trzy emanacje. Jechałem sobie wczoraj pociągiem, a tam na tym małym ekranie wyświetlali reklamę korporacyjnego pisma obnażającego korpo absurdy. Nazywa się to „Korpo-racja” i jest dość prymitywnym kalamburem. Zacząłem się zastanawiać dlaczego korporacje obnażają absurdy będące ich nieodłączną częścią i doszedłem do wniosku, że każda hierarchiczna struktura wydatkuje energię przede wszystkim na to, by utrzymać się w pionie, żeby się nie rozlecieć. Natychmiast bowiem tworzą się w niej horrenda nie do zniesienia dla istot spoza struktury, a takich jest zawsze większość, bo nie po to tworzy się hierarchię, żeby do niej zapisywać wszystkich jak leci. Jeśli struktura nie ma na celu rabunku, podboju i strzelania w tył głowy, nie może powiązać swojej misji z jawną cenzurą.
„Kamerdyner” – Ballada o odrastającym oku
Miałem dzisiaj pisać tekst zatytułowany „Przeciw narracji partiotycznej”, ale się wstrzymam chwilę, albowiem, namówiony przez Mariannę, poszedłem wczoraj na film „Kamerdyner”. To jest film Filipa Bajona, co powinno niektórych zachęcać do odwiedzenia kina, ale mnie akurat zniechęciło. Poszedłem jednak.
Kłopot z Bajonem i innymi reżyserami pokazującymi w swoich obrazach arystokrację jest taki, że oni, mając do dyspozycji archiwa, fotografie, portrety, nie chcą uporczywie zrozumieć iż arystokracja, czy to polska, czy niemiecka nie wyglądała tak, jak wyglądają Marek Barbasiewicz i Igor Śmiałowski. Tak wyglądać mogli kelnerzy w Bristolu przed wojną, a nie hrabiowie ze Śląska czy z Kresów. To jest jeden problem. Drugi polega na tym, że Bajon ma wyraźny kłopot z tym jaką historię opowiedzieć. On się nie może zdecydować czy to ma być historia polityczna, obyczajowa, czy też może społeczna. Miesza więc wszystkie wątki, nie faworyzując żadnego, bo to i goła dupa zrobi kasę i jakaś kwestia o własności i wielkie pole bitwy usłane trupami.
Kłopot z Bajonem i innymi reżyserami pokazującymi w swoich obrazach arystokrację jest taki, że oni, mając do dyspozycji archiwa, fotografie, portrety, nie chcą uporczywie zrozumieć iż arystokracja, czy to polska, czy niemiecka nie wyglądała tak, jak wyglądają Marek Barbasiewicz i Igor Śmiałowski. Tak wyglądać mogli kelnerzy w Bristolu przed wojną, a nie hrabiowie ze Śląska czy z Kresów. To jest jeden problem. Drugi polega na tym, że Bajon ma wyraźny kłopot z tym jaką historię opowiedzieć. On się nie może zdecydować czy to ma być historia polityczna, obyczajowa, czy też może społeczna. Miesza więc wszystkie wątki, nie faworyzując żadnego, bo to i goła dupa zrobi kasę i jakaś kwestia o własności i wielkie pole bitwy usłane trupami.
„Kler” – refleksje po dwukrotnym obejrzeniu

Z jednej strony doceniam odwagę reżysera, że podjął się tak arcytrudnego tematu jakim jest pedofilia. Nie bał się on też ukazać losu ofiar oraz sprawy „zamiatania pod dywan” przez władze kościelne. Najmocniejsze, a zarazem najwartościowsze fragmentu tego dzieła, to relacje ofiar pedofilii duchownych, zmontowane na zasadzie „film w filmie”, oraz scena przesłuchania jednej z ofiar w kurii przez arcybiskupa i kilku duchownych, którzy próbują zrobić żalącemu się mężczyźnie „wodę z mózgu”. Także sceny końcowe, ukazujące z jaką perfidią kuria arcybiskupia doprowadza do suspensy jednego z bohaterów filmu, który ujawnia sprawcę gwałtu na nieletnim ministrancie i który na zakończenie mszy św. opowiada swoim parafianom o tym, że jako dziecko też padł ofiarą księdza-pedofila.
Czy Szulkin wychował Smarzowskiego?
Wczoraj, o czym nie poinformował nikogo żaden portal [my informowaliśmy! - przyp. Redakcji ITP], zmarł reżyser Piotr Szulkin. Zmarł ponoć przedwcześnie, bo w wieku 68 lat. Mając w pamięci, dość świeżej, los własnej rodziny, myślę sobie, że dobrze by było gdybym dożył tak sędziwych lat. No, ale co tu się zastanawiać… Będzie jak będzie. Nie ma z nami już Piotra Szulkina, a poinformowała o tym zaledwie wikipedia i radio.
Jechałem akurat do dentysty, kiedy na antenie pojawił się Józef Skrzek i tym charakterystycznym dla światowców z kręgów największych wtajemniczeń głosem, zaczął opowiadać jak fantastycznym facetem był Szulkin. Ja obejrzałem większość filmów Szulkina, nie widziałem tylko tych małych form, a także „Golema” i „Feminy”.
Jechałem akurat do dentysty, kiedy na antenie pojawił się Józef Skrzek i tym charakterystycznym dla światowców z kręgów największych wtajemniczeń głosem, zaczął opowiadać jak fantastycznym facetem był Szulkin. Ja obejrzałem większość filmów Szulkina, nie widziałem tylko tych małych form, a także „Golema” i „Feminy”.
Umysłowa sraczka lewactwa z Netflixa: „Ania, nie Anna”

W zeszłym roku Netflix wypuścił nową ekranizację Ani z Zielonego Wzgórza, 7-odcinkowy serial, którego tytuł tłumaczony jest jako „Ania, nie Anna”. Utrzymany w fantazyjnej konwencji od razu zachwycił kolorami, detalami. Zachwyca również główna bohaterka, jej plastyczna twarz, świetnie odgrywane emocje i uczucia. Generalnie zachwyca wszystko, mimo kilku odstępstw fabuły od treści książki-nie na tyle jednak rażących, aby były nie do wybaczenia dla zagorzałej wielbicielki sennego świata marzeń rudowłosej dziewczynki.
† Piotr Szulkin nie żyje
Jak z opóźnieniem poinformowało Polskie Radio, 3 sierpnia w Warszawie zmarł jeden z najoryginalniejszych polskich reżyserów filmowych, pan Piotr Szulkin.
Urodził się 26 kwietnia 1950 r. w Gdańsku. Był absolwentem łódzkiej Filmówki, który zadebiutował w 1974 krótkometrażową dokumentalną etiudą muzyczną „Przed kamerami SBB” (która była zarazem jego pracą dyplomową), chociaż niektóre źródła błędnie sugerują, że zrealizowana rok później ekranizacja najstarszej znanej polskiej ballady „A w niedzielę z porania…”, jaką w swym filmie p.t. „Dziewce z ciortem” (1975) zilustrował Szulkin, była jego debiutem. Film ten został nagrodzony na festiwalach m.in. w Mannheim i Krakowie, a jego styl już wtedy zapowiadał, że młody reżyser nie będzie niczyim naśladownikiem, a jego twórczość stanie się tak charakterystyczna i rozpoznawalna.
Urodził się 26 kwietnia 1950 r. w Gdańsku. Był absolwentem łódzkiej Filmówki, który zadebiutował w 1974 krótkometrażową dokumentalną etiudą muzyczną „Przed kamerami SBB” (która była zarazem jego pracą dyplomową), chociaż niektóre źródła błędnie sugerują, że zrealizowana rok później ekranizacja najstarszej znanej polskiej ballady „A w niedzielę z porania…”, jaką w swym filmie p.t. „Dziewce z ciortem” (1975) zilustrował Szulkin, była jego debiutem. Film ten został nagrodzony na festiwalach m.in. w Mannheim i Krakowie, a jego styl już wtedy zapowiadał, że młody reżyser nie będzie niczyim naśladownikiem, a jego twórczość stanie się tak charakterystyczna i rozpoznawalna.
„Obrońcy Głogowa” - nowy film Arkadiusza Olszewskiego
29 maja w Miejskim Ośrodku Kultury w Głogowie odbyła się premiera pełnometrażowego filmu animowanego pt. „Obrońcy Głogowa”. Pokaz zorganizowany został przez Towarzystwo Ziemi Głogowskiej, a film trafił za darmo do sieci już następnego dnia.
W filmie gościnnie wzięli udział m.in. dr Jerzy Robert Nowak, ks. prałat Roman Kneblewski oraz pan Grzegorz Braun.
Podobnie jak poprzedni wyśmienity film Arkadiusza Olszewskiego „Ludobójstwo”, także i ten obraz powstał własnym sumptem twórcy, wspomaganego ze składek i darowizn.
W filmie gościnnie wzięli udział m.in. dr Jerzy Robert Nowak, ks. prałat Roman Kneblewski oraz pan Grzegorz Braun.
Podobnie jak poprzedni wyśmienity film Arkadiusza Olszewskiego „Ludobójstwo”, także i ten obraz powstał własnym sumptem twórcy, wspomaganego ze składek i darowizn.
Englert, Jan Aleksander
Urodził się 11 maja 1943 roku w Warszawie podczas okupacji niemieckiej. Jako czternastolatek debiutował rolą łącznika Zefirka w słynnym filmie Andrzeja Wajdy „Kanał” (1957). Marzył o zawodzie sprawozdawcy sportowego, ale przygoda z filmem - jak sam powiedział – zadecydowała o dalszych wyborach życiowych. W 1964 roku ukończył warszawską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną i zaraz po dyplomie zaangażowany został do Teatru Polskiego, ale nie wspomina tego okresu najlepiej. Zanim zaczął grać poważniejsze role, na przykład Helingebala w „Irydionie” Zygmunta Krasińskiego (1966), długo musiał grać role drugoplanowe.
Przełom nastąpił w 1968 roku za sprawą sukcesu spektaklu Teatru Telewizji, który zdobył nagrody na międzynarodowych festiwalach. „Notes” Zdzisława Skowrońskiego, w którym Jan Englert grał rolę Stefana Bielaka, zobaczył Kazimierz Kuc (obecnie: Kutz) i natychmiast obsadził go w dwóch filmach ze swej tzw. sagi śląskiej: w „Soli ziemi czarnej” i „Perle w Koronie”.
Przełom nastąpił w 1968 roku za sprawą sukcesu spektaklu Teatru Telewizji, który zdobył nagrody na międzynarodowych festiwalach. „Notes” Zdzisława Skowrońskiego, w którym Jan Englert grał rolę Stefana Bielaka, zobaczył Kazimierz Kuc (obecnie: Kutz) i natychmiast obsadził go w dwóch filmach ze swej tzw. sagi śląskiej: w „Soli ziemi czarnej” i „Perle w Koronie”.
„Twój Vincent”: Oscar w kieszeni!
Amerykańska Akademia Sztuk i Nauk Filmowych (Academy of Motion Picture Arts and Sciences / AMPAS) ogłosiła we wtorek listę filmów nominowanych do tegorocznych nagród Oscar'a. Jest wśród nich także film produkcji polsko-brytyjskiej wyreżyserowany przez panią Dorotę Kobielę p.t. „Twój Vincent” ("Loving Vincent") i – jak donoszą nam kalifornijskie wiewiórki i inne amerykańskie świstaki – film ma już zagwarantowanego Oscara w kategorii „Najlepszy animowany film pełnometrażowy”.Przygotujmy się na kolejnego Oscara, jaki trafi w polskie ręce już za 6 tygodni, w niedzielę 4 marca tego roku. Nasz amerykański informator polskiego pochodzenia, który jest członkiem AMPAS, na gorące prośby z naszej strony, ostatecznie zgodził się i przeprowadził „potajemny” sondaż wśród swoich znajomych ze środowiska filmowego, będących także członkami Akademii (tylko członkowie AMPAS i uprzedni zdobywcy Oscara mają prawo głosować komu zostaną przyznane kolejne Oscary).
Z jego oczywiście nieoficjalnego sondażu wynika, że na ponad 40 zapytanych osób aż 33 z nich wybrało „Twojego Vincenta”!
„Korona królów” – recenzja
Reżyserem serialu jest Wojciech Pacyna, pod opieką literacką Ilony Łepkowskiej. Serial oglądać można w TVP 1 od poniedziałku do czwartku, o godzinie 18.30. „Korona Królów” jest to pierwszy serial telewizyjny, który poświęcony jest średniowiecznej Polsce. Akcja rozpoczyna się w roku 1333 i rozgrywa się w czasach średniowiecznych, na przestrzeni lat począwszy od rządów Króla Władysława Łokietka (walczył o zjednoczenie podzielonej na dzielnice w tym czasie Polski), aż po rządy samego Kazimierza Wielkiego — w rolę wcielił się Mateusz Król). Ważne role w serialu odgrywa także matka Króla Kazimierza – Jadwiga ( Halina Łabonarska) oraz żona Anna (Marta Bryła).
Po wyemitowaniu pierwszego odcinka w Internecie zawrzało i pojawiło się mnóstwo, różnego rodzaju komentarzy. Zazwyczaj są one bardzo negatywne, a twórcom serialu zarzuca się bardzo wiele. Producenci serialu zaś bronią się, co z jednej strony wydaje się logiczne i próbują ukazać także zalety produkcji.
Po wyemitowaniu pierwszego odcinka w Internecie zawrzało i pojawiło się mnóstwo, różnego rodzaju komentarzy. Zazwyczaj są one bardzo negatywne, a twórcom serialu zarzuca się bardzo wiele. Producenci serialu zaś bronią się, co z jednej strony wydaje się logiczne i próbują ukazać także zalety produkcji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2














