Nie pozwól aby przepadły stare fotografie, filmy czy pamiętniki! Podziel się nimi ze wszystkimi Polakami i przekaż do zasobów Archiwum Narodowego IPN!
OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

„X, Y, Z. Prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy”

Rozpracowanie działania Enigmy – niemieckiej maszyny szyfrującej – było z pewnością jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z II wojną światową, choć oczywiście skrzętnie skrywanym w czasie trwania tego konfliktu. Nie dziwi zatem fakt, że każda ze stron zaangażowanych w złamanie jej szyfrów chce jak najwięcej chwały zagarnąć dla siebie. Jak pokazuje historia, była to jednak praca zbiorowa – i o tym właśnie opowiada „X, Y, Z. Prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy”.

Mam alergię na stosowanie pewnych przymiotników w tytułach dzieł kultury. Gdy widzę, że jakaś historia jest „tajemnicza”, „niesamowita” czy właśnie „prawdziwa”, to od razu nabieram do danego tytułu pewnej rezerwy – z reguły okazuje się później, że wiele hałasu jest o nic, a takie określenia sztucznie dmuchają balon oczekiwań odbiorcy. Ten dystans do „X, Y, Z” może też wzmagać fakt, że autorem tego dzieła jest Dermot Turing, czyli nikt inny, jak bratanek słynnego Alana Turinga, matematycznego geniusza i jednego z ojców współczesnej informatyki, który pracując w trakcie wojny w kompleksie Bletchley Park walnie przyczynił się do rozpracowania Enigmy. Czy to oznacza, że historia zawarta w książce jest stronnicza i nakierowana właśnie na tę postać?

Polacy przepraszają Brytyjczyków za Tuska

Był okres, kiedy lewackie media przekonywały wszystkich, że nasi rodacy, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii za pracą psują Polsce i Polakom opinię.
Jednak nikt nam tej opinii nie zszargał tak jak obecny „król Europy” Donald Tusk. Drodzy przyjaciele Brytyjczycy macie stuprocentową rację nazywając Tuska w waszych mediach:
gangsterem za trzy grosze, aroganckim łobuzem, diabelnym euromaniakiem, żenującym głupim arogantem, protekcjonalnym pacanem. 

Jednak porównywanie Tuska do Ojca Chrzestnego, don Vito Corleone jakiego dokonał ukazujący się na Wyspach dziennik „The Sun” uważamy za całkowicie chybione i niepotrzebnie nobilitujące tego euromaniaka, aroganta i pacana. W Tusku jest tyle z Vito Corleone, co trucizny w zapałce.

Brexitowa porażka elit

Rosnące prawdopodobieństwo „twardego Brexitu” wynika z coraz większego napięcia między elitami politycznymi a obywatelami, a także wewnątrz samych elit.

Izba Gmin ogromną większością głosów odrzuciła umowę między Wielką Brytanią a Unią Europejską w sprawie brexitu. Umowa była negocjowana przez ponad dwa lata przez Theresę May i Michela Barniera, reprezentującego Brukselę. Niedługo później wniosek o wotum nieufności dla rządu premier May został odrzucony przez Westminster. Oznacza to, że próbę renegocjowania umowy w sprawie brexitu podejmie ten sam rząd i ta sama premier Wielkiej Brytanii.

Podcinanie korzeni

Jak się niedawno dowiedziałam posłowie Partii Pracy chcą odwołać Rogera Scrutona z powierzonej mu przez rząd brytyjski funkcji opiekuna zabytków. Urodzony w 1944 roku Roger Scruton z wielu przyczyn jest postacią mi bliską. Nie tylko dlatego, że mieszka na wsi na farmie w południowej Anglii w otoczeniu swoich koni, nie tylko dlatego, że walczy o zabytki lecz przede wszystkim dlatego, że ma odwagę głosić niepopularne poglądy. Scruton odrzuca równość kultur i twierdzi, że bez właściwej sobie kultury Europa upadnie jak kiedyś upadł starożytny Rzym.

Jak wiadomo Scruton ukończył Jesus College Uniwersytetu w Cambridge oraz Birbeck College w Londynie. Jest wykładowcą filozofii pisarzem i publicystą, a także redaktorem naczelnym The Salisbury Review oraz założycielem Conservative Philosophy Group. W 2016 roku królowa Elżbieta nadała mu tytuł szlachecki.

Brexit – lekcja na 2019 rok

Nie po to nasi przodkowie bili się o niepodległość, byśmy teraz mieli to zaprzepaścić i dobrowolnie oddać się w niewole lewackich euromandarynów na niemieckiej smyczy.

I. Krótka historia brexitu


Śmiem twierdzić, że zawirowania związane z brexitem oraz to, jaki ostatecznie kształt przybierze, będzie jedną z najważniejszych lekcji jaką przyniesie 2019 rok dla naszych politycznych elit. W tej chwili bowiem wciąż nie wiemy na jakich zasadach Wielka Brytania pożegna się z Unią Europejską, więcej – nie mamy nawet stuprocentowej pewności, czy do brexitu w ogóle dojdzie. Ale po kolei.

Brytania – nasz najlepszy przyjaciel

Premier Morawiecki spotyka się dzisiaj w Londynie ze styropianową damą – premierzycą May. Mają rozmawiać o przyszłości kontaktów między naszymi krajami po Brexicie i sytuacji Polonii. Nie mam złudzeń co do tego spotkania, jednak skomentuje jego efekty po jego zakończeniu. Teraz natomiast chciałbym rozprawić się ze słowami Theresy May podanymi opinii publicznej w dzisiejszym komunikacie prasowym. Pani May, z charakterystyczną dla Anglików dwulicowością, łaskawa była powiedzieć, że „Polska jest jednym z najlepszych przyjaciół i najważniejszych sojuszników Wielkiej Brytanii.

Stara Anglia i sowiecki szpieg

Przez niewiele znaczącą z dzisiejszego punktu widzenia aferę, Zjednoczone Królestwo straciło jednego z najwybitniejszych polityków swoich czasów.
4 grudnia 2017 r. zmarła w wieku 74 lat Christine Keeler, bohaterka jednej z najgłośniejszych afer minionego stulecia, gdzie w starym, dobrym stylu łączył się seks, szpiegostwo, wielka polityka z rewolucją obyczajową w tle.

Baron Profumo


Urodzony w 1915 r. baron John Profumo na początku lat 1960. był wschodzącą gwiazdą Partii Konserwatywnej, zwłaszcza na tle starzejącego się premiera Harolda Macmillana. W 1940 r. został wybrany do Izby Gmin w wyborach uzupełniających i znalazł się tam jako najmłodszy wiekiem poseł.

Spod Kolumny Nelsona. W pionie i w poziomie. Po audiencji – kompromis

Spod Kolumny Nelsona


        Będąc w Londynie wybrałem się na Trafalgar Square, żeby posiedzieć sobie trochę pod Kolumną Nelsona. Na szczycie potężnej kolumny stoi posąg Horacego Nelsona, admirała, wicehrabiego, księcia Brontu, barona Nilu, dwukrotnego pogromcy floty francuskiej, która wskutek tego nie mogła już zagrozić brytyjskiemu panowaniu nad morzami, a zatem – również Imperium Brytyjskiemu, które w wieku XIX (jak wiemy, wiek XIX trwał do 1914 roku) przeżywało swoje apogeum. Na cokole, z każdej z czterech stron świata,

Tak jak uważam

Zwykle nie trudnię się omawianiem szczegółów współczesnej polityki, ale w tym tygodniu wydarzyło się coś, co wręcz krzyczy z rozpaczy aby to omówić. Ponieważ, jak się wydaje, nikt inny za to się nie zabierze, niniejszym chcę zaprotestować przeciwko złej i wybitnie tchórzliwej postawie prasy brytyjskiej wobec powstania, które właśnie wybuchło w Warszawie.

Natychmiast gdy tylko pojawiły się pierwsze wieści o wybuchu powstania, „News Chronicle” i jemu podobne gazety przyjęły stanowisko zdecydowanej dezaprobaty. Czytając je można odnieść wrażenie, że Polacy właściwie zasługują na to, aby im skopano tyłki za zrobienie tego, do czego wszystkie alianckie rozgłośnie nakłaniały ich do zrobienia od wielu lat. I że nie zasługują na żadną pomoc i dlatego żadna pomoc z zewnątrz nie zostanie im udzielona.

Lekcja Alfie Evansa

Często zadajemy sobie pytanie co oznacza dla nas niezawisłość sądów i mówiąc szerzej- niezawisłość prawa. Stojący przed takim pytaniem maturzyści i studenci bez problemów recytują wszelkie przymioty i gwarancje niezawisłości sędziowskiej. Sędzia jest nieusuwalny, nie można go przenosić , posiada immunitet. Obowiązuje go tylko wierność prawu i konstytucji. Ma to zapewnić, że nie będzie podlegał politycznym naciskom. Po doświadczeniach dwóch totalitaryzmów XX wieku wiemy jednak dobrze, że prawo stanowione nie tylko może być ułomne, lecz może być wręcz zbrodnicze.

Jak zostałem ekstremistą

        Oficer straży granicznej na lotnisku Luton w Londynie ledwo dotknął klawiatury komputera i już wiedział, co miał wiedzieć. Z miejsca schował mój paszport i zastopował swoje stanowisko, kierując oczekujących w kolejce za mną podróżnych do stanowisk sąsiednich, a następnie zadał jedno tylko pytanie, choć tak naprawdę było to stwierdzenie: „pan jest ekstremistą”.
Nie czekając na odpowiedź – właściwie co można odpowiedzieć na taki idiotyzm – poprosił, bym udał się za nim, i wskazał miejsce, w którym miałem czekać na dalszy bieg wydarzeń.

Nie minęło pięć minut, gdy pojawiło się przy mnie trzech umundurowanych osobników, w tym jeden z notesem i długopisem.

Lato gorące, czy chłodne? Monoteizm politeistyczny

Lato gorące, czy chłodne?

        Korzystając z tego, że Polska akurat objęła rotacyjne przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, pan prezydent Andrzej Duda wyruszył w podróż po Stanach Zjednoczonych.
Tak się złożyło, że podróż pana prezydenta do USA przypadła zaledwie tydzień po podpisaniu przez prezydenta Donalda Trumpa ustawy nr 447 JUST, przeciwko której próbowały lobbować różne środowiska Polonii amerykańskiej, jak się okazało – bezskutecznie. Niewątpliwym osłabieniem tych usiłowań działaczy Polonii amerykańskiej było uporczywe i zagadkowe milczenie nie tylko aktualnych polskich władz państwowych z panem prezydentem Dudą na czele, ale również – nieprzejednanej opozycji. Najwyraźniej i jedni, i drudzy wiedzą, co im wolno, a co jest surowo zabronione. Na domiar złego, fałszywe i wielokrotnie dementowane pogłoski, jakoby pan prezydent Duda i premier Morawiecki mieli szlaban na wizyty w Białym Domu, okazały się prawdopodobne, a być może nawet prawdziwe, bo pan prezydent Duda Biały Dom omija szerokim łukiem.

Szlamowanie zewnętrzne i wewnętrzne. W cęgach reżymu

Szlamowanie zewnętrzne i wewnętrzne

        No i stało się; 24 kwietnia Izba Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych przyjęła ustawę nr 447 JUST, która zobowiązuje sekretarza stanu USA do monitorowania tempa i zakresu realizacji żydowskich roszczeń majątkowych przez państwa-sygnatariuszy deklaracji terezińskiej z czerwca 2009 roku.

        Polska też deklarację tę podpisała niechybną ręką Władysława Bartoszewskiego, który został tam delegowany przez Księcia-Małżonka, czyli Radosława Sikorskiego, podówczas wystruganego akurat na ministra spraw zagranicznych w rządzie premiera Tuska. Okazało się, że lobbing działaczy Polonii amerykańskiej, którzy zresztą nie otrzymali wsparcia ze strony głównych władz Kongresu Polonii Amerykańskiej, nie mówiąc już o konstytucyjnych władzach Polski, które zachowywały się tak, jakby ta sprawa w ogóle ich nie obchodziła, okazał się nieporównanie słabszy od naporu zorganizowanego przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu.

Gdy Polacy ratowali Żydów, Zachód mówił Hitlerowi: „rób z nimi co chcesz”

WERSJA ANGIELSKA ☞ TUTAJ
Gdy problem win za Holokaust, jako temat w mediach, wrócił za sprawą konfliktu izraelsko-polskiego, chcę przypomnieć dwa historyczne wydarzenia, o których się nie mówi, a które stawiają to zagadnienie w zupełnie nowym świetle.

W roku 1938 i w roku 1943 świat określił swój stosunek do sytuacji Żydów, którzy znajdowali się w zasięgu władzy Hitlera. Najpierw, tuż przed Holokaustem: na kilka miesięcy przed Nocą Kryształową. Później, w czasie, kiedy mordowanie europejskich Żydów było w swoim szczytowym punkcie: w kwietniu 1943 roku, gdy trwało powstanie w getcie warszawskim.
Mam na myśli dwie międzynarodowe konferencje, zwołane w celu znalezienia sposobu pomocy Żydom.
Pierwsza z nich to konferencja ogłoszona przez prezydenta Roosevelta w celu rozpatrzenia problemu żydowskich uchodźców. Jak okazało się później, było to zagranie wyłącznie propagandowe.

Przegniła Brytania

Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku.

Otóż bynajmniej nie jest tak, że ktoś mi wjazdu do Zjednoczonego Królestwa zakazał. Taki zakaz byłby uczciwszą sprawą, ktoś musiałby się pod nim podpisać, byłoby z czym dyskutować. To się odbyło zupełnie inaczej: puk, puk, kto tam? Policja.

Z dziejów przyjaźni polsko-angielskiej

Brytyjczycy z zasady nie wiążą z naszym regionem planów innych niż kolonizacja, a jeśli się nie da – to podpalenie. Jeśli dziś zdaje się komuś w Warszawie, że ten trend odwraca, winien to odtrąbić jako wielki sukces na skalę dziejową. Wszystko jednak wskazuje na to, że żoliborska grupa rekonstrukcji historycznej Sanacji wchodzi w układ z Wielką Brytanią z niewybaczalną ignorancją i zbrodnicza naiwnością. Bo dotychczasowa norma była właśnie taka – Londyn tradycyjnie odgrywał w Europie Środkowej rolę czołowego eksportera dywersji ideologicznej (dawniej po prostu herezji) i bezwzględnego podżegacza (używającego chętnych tubylców w charakterze krzesiwa i podpałki zarazem).

Jaki jest istotny cel i jaka pełna treść „traktatu obronnego”, który właśnie zawieramy z Wielką Brytanią? Trudno przeniknąć i trudno pojąć, zważywszy, że w relacje sojusznicze weszliśmy formalnie już kilkanaście lat temu, przystępując do Paktu Północnoatlantyckiego.

Brytyjskie obiecanki

Wielowiekowe tradycje antypolskiej polityki Londynu są tak ugruntowane, a nasze doświadczenia z podstępną obłudą i cynicznym przeniewierstwem Brytyjczyków tak bogate, że wszelkie zapowiedzi „pogłębiania relacji sojuszniczych” i propozycje „traktatów obronnych” z tamtej strony zasługują już nie tylko na ostrożną rezerwę – ale wręcz traktować je należy jako sygnał alarmowy.

Najwyraźniej już zalatujemy padliną, a wizja podziału łupów musi być całkiem realna, skoro Angole tak się nami interesują,
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
tiny.cc/itp2