OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Czasy i ludzie". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Czasy i ludzie". Pokaż wszystkie posty
Zapusty–Ostatki i Popielec w roku 1919
W naszym wspominaniu Stulecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości tym razem idziemy na łatwiznę, sięgając po prostu do cytatów z dopiero wypracowującej sobie należne jej w polskiej literaturze miejsce powieści Sławomira N. Goworzyckiego „Tamtego lata. Zatajona historia Polaków” (z wydania pierwszego). Pierwsza albowiem z siedmiu części powieści zatytułowana jest właśnie „Zapusty”, i z niej pochodzą poniższe fragmenty. Warto tu dodać, że kolejne części prowadzą nas nieubłaganie, krok za krokiem, poprzez tamtą wielką historię POLSKICH LAT 1919-1920, a noszą tytuły: „Wymarsz”, „Pogrom”, „Przeddzień”, „Ku brzegom Wkry”, „Przełom”, „Wisła”.
Każda przyjaźń ma granice… Wspomnienia z PRL–u
Dawno, dawno temu, w czasach, których nie pamiętacie, wbrew temu co mówią niektórzy, pomiędzy Odrą i Bugiem, Bałtykiem i Karpatami też była Polska. Tyle, że w tamtych czasach Polskę nazywano czasami PRL-em.
Wypada poinformować, ze w odróżnieniu od czasów współczesnych, wtedy, kilka dziś już nie istniejących państw miało nazwy jak obecne skróty nazw partii politycznych typu: PSL, PiS , PO. Chodzi mi o skróty składające się z pierwszych liter bardziej złożonej nazwy. Zatem w dawnych czasach zamiast Polski był wtedy PRL. Tenże PRL graniczył wtedy z NRD od zachodu i ZSRR od wschodu, od południa graniczył z Czechosłowacją, której nazwa skrótowa jakoś się nie przyjęła.
Wypada poinformować, ze w odróżnieniu od czasów współczesnych, wtedy, kilka dziś już nie istniejących państw miało nazwy jak obecne skróty nazw partii politycznych typu: PSL, PiS , PO. Chodzi mi o skróty składające się z pierwszych liter bardziej złożonej nazwy. Zatem w dawnych czasach zamiast Polski był wtedy PRL. Tenże PRL graniczył wtedy z NRD od zachodu i ZSRR od wschodu, od południa graniczył z Czechosłowacją, której nazwa skrótowa jakoś się nie przyjęła.
Historia transformacji Polski jest warta jej opowiedzenia
WARSZAWA | Pierwszą rzeczą, której doświadczałeś w Polsce w 1987 roku, był zapach – ostra mieszanka dymu ze spalanego węgla okraszonego gęstymi kłębami tytoniu i wyziewami kapusty zmieszanej ze smrodem zjełczałego potu, a całość okryta gęstymi chmurami spalin z wysokoprężnych silników diesla. Zapach ten pokrywał ulice i zaułki miast, miasteczek i wsi i nie był oznaką szczęśliwego bądź rozwiniętego społeczeństwa.
Taki właśnie smród uderzył mnie w południowym mieście Polski, w Krakowie w 1987 roku, kiedy przybyłem tam na roczny urlop z uniwersytetu w Toronto, aby studiować w Polsce. I był to tylko jeden z wielu symptomów rozkładającego się kraju.
Na krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim, na którym przebywali studenci zagraniczni (głównie z Brazylii i Argentyny)
Taki właśnie smród uderzył mnie w południowym mieście Polski, w Krakowie w 1987 roku, kiedy przybyłem tam na roczny urlop z uniwersytetu w Toronto, aby studiować w Polsce. I był to tylko jeden z wielu symptomów rozkładającego się kraju.
Na krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim, na którym przebywali studenci zagraniczni (głównie z Brazylii i Argentyny)
Połąga
Zapewne nigdy nie słyszeliście o Połądze, dawniej pisanej jako Połonga, a to przecież od aż kilkuset lat jeden z najbardziej znanych kurortów Rzeczypospolitej (od 1918 r. w granicach Litwy, a od 1939 r. pod okupacją Związku Sowieckiego aż do jego rozpadu, po czym ponownie aż do teraz w granicach Litwy). To tam królowie Polski udawali się „do wód” w czasach, gdy Niemcy blokowali nam dostęp do Bałtyku; to tam Władysław Reymont napisał część „Chłopów”, a natchnienie do swej twórczości zdobywali Adam Mickiewicz, Stanisław Witkiewicz, Leon Wyczółkowski, Lucjan Rydel, Tadeusz Miciński i wielu innych.
W 1589 roku Połąga oficjalnie weszła w skład tzw. królewskich „dóbr stołowych”, przeznaczonych wyłącznie na zaspokojenie potrzeb króla Polski i skarbu nadwornego. Dopiero w 1773 roku ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski przekazał posiadłość biskupowi wileńskiemu Ignacemu Massalskiemu.
W 1589 roku Połąga oficjalnie weszła w skład tzw. królewskich „dóbr stołowych”, przeznaczonych wyłącznie na zaspokojenie potrzeb króla Polski i skarbu nadwornego. Dopiero w 1773 roku ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski przekazał posiadłość biskupowi wileńskiemu Ignacemu Massalskiemu.
11 Listopada, Wilno przedwojenne: defilada, ordery i… duch Piłsudskiego!
Poczucie dumy, jedności i siły narodu w ostatnich latach przed wybuchem II wojny było bardzo potrzebne. Obchody Święta Niepodległości właśnie w dniu 11 listopada Sejm II RP ustanowił dopiero 23 kwietnia 1937 r. Jesienią tegoż roku 19. rocznicę odzyskania niepodległości po raz pierwszy obchodzono jako święto państwowe, był to dzień wolny od pracy. Ta rocznica musiała być, rzecz jasna, „po wsze czasy związana z Wielkim Imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza w walkach o Wolność Ojczyzny”. Marszałek już wtedy nie żył, wobec czego głównym patronem święta był Edward Śmigły-Rydz.
Niestety, tylko dwukrotnie dane było wilnianom obchodzić Dzień Niepodległości w wolnej Polsce - na trzeci rok już nie państwowe, ale chyba najbardziej dramatyczne i przejmujące uroczystości Wilno zorganizowało 11 XI 1939 roku już pod administracją litewską…
Niestety, tylko dwukrotnie dane było wilnianom obchodzić Dzień Niepodległości w wolnej Polsce - na trzeci rok już nie państwowe, ale chyba najbardziej dramatyczne i przejmujące uroczystości Wilno zorganizowało 11 XI 1939 roku już pod administracją litewską…
Rówieśnica odrodzonej Polski
Pani Barbara Lenk 9 listopada 2018 roku, na dwa dni przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości Polski, skończy sto lat.
Nadal jest aktywna, pracuje społecznie, prowadzi samochód. Mieszka w Belleville w Kanadzie, gdzie wraz z mężem łożyli w przeszłości na organizacje polonijne i kultywowali polskie tradycje. Polski język przekazała swoim dzieciom.
Pani Lenk jest córką wysokiego rangą urzędnika niepodległego państwa polskiego Stanisława Łepkowskiego, szefa kancelarii cywilnej prezydenta RP Mościckiego.
Andrzej Kumor:
— Pani jest rówieśnikiem odrodzonej Polski?
Barbara Lenk:
— Urodziłam się 9 listopada 1918 roku.
Nadal jest aktywna, pracuje społecznie, prowadzi samochód. Mieszka w Belleville w Kanadzie, gdzie wraz z mężem łożyli w przeszłości na organizacje polonijne i kultywowali polskie tradycje. Polski język przekazała swoim dzieciom.
Pani Lenk jest córką wysokiego rangą urzędnika niepodległego państwa polskiego Stanisława Łepkowskiego, szefa kancelarii cywilnej prezydenta RP Mościckiego.
Andrzej Kumor:
— Pani jest rówieśnikiem odrodzonej Polski?
Barbara Lenk:
— Urodziłam się 9 listopada 1918 roku.
Opowieści z dawnego Wilna (7) …miasto mlekiem i miodem płynące (II)
Podtytuł artykułu nie oznacza, że Wilno było arkadią, krainą szczęśliwości, w której niczego nie brakowało. Rzecz dotyczy, bowiem realiów życia organizmu miejskiego, który chłonął spore ilości żywności. Mleko i miód były towarami, których wartość odżywcza miała olbrzymie znaczenie dla zdrowia mieszkańców. Sięgnijmy zatem w głąb dziejów wileńskiej produkcji tych specjałów, przede wszystkim przez przypomnienie ważnych postaci, które jednoznacznie związane były z wysokim poziomem i jakością ich wytwórczości.
Opowieści z dawnego Wilna (6) …miasto mlekiem i miodem płynące (I)
Podtytuł artykułu nie oznacza, że Wilno było arkadią, krainą szczęśliwości, w której niczego nie brakowało. Rzecz dotyczy bowiem realiów życia organizmu miejskiego, który chłonął spore ilości żywności. Mleko i miód były towarami, których wartość odżywcza miała olbrzymie znaczenie dla zdrowia mieszkańców. Sięgnijmy zatem w głąb dziejów wileńskiej produkcji tych specjałów, przede wszystkim przez przypomnienie ważnych postaci, które jednoznacznie związane były z wysokim poziomem i jakością ich wytwórczości.
Opowieści z dawnego Wilna (5) Dom na ulicy Gaona
Kilka samotnych wycieczek po Wilnie, jakie odbyłem w kwietniu, maju i czerwcu, skłoniły mnie, aby uporządkować notatki i ikonografię w moim archiwum. Efektem będzie wznowienie wakacyjnego cyklu „Opowieści z dawnego Wilna”, w którym dzielę się z czytelnikami niektórymi informacjami. Tematem piątego odcinka jest jeden z domów na wileńskiej starówce, w obrębie dawnego getta. Oto stara fotografia z 1933 roku, ze scenką uliczną, na której odbywa się sprzedaż przywiezionego wozem drzewa opałowego. Rzecz dzieje się na ulicy Gaona…
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (VII)
Nie ukrywam, że serce biło mi szybciej i czułem się jak młody chłopak, który idzie na randkę z dziewczyną. To prawda, że to był mój kraj, i chociaż inny niż przed półwiekiem, to jednak znany i swojski. Cokolwiek by jednak powiedzieć, jechałem na to spotkanie po wielu latach, a nawet wtedy – w czasie ostatniej mojej wizyty – spędziłem tu nie więcej niż parę dni. Wracałem więc w okolice, których nie widziałem przeszło pięćdziesiąt lat.
Mimo to poznawałem bez pomyłki.
San płynął tak samo jak kiedyś, tocząc się zakolami i rozlewając po kamienistych nabrzeżach, wysłanych płaskimi kamieniami, znakomitymi do puszczania kaczek. Patrząc teraz na tę rzekę, zdawało mi się, że wciąż jeszcze słyszę plaskanie kijanek, którymi kobiety biły pranie. W wieczornej ciszy ich odgłos niósł się po wodzie daleko, uspokajał i wyciszał.
Mimo to poznawałem bez pomyłki.
San płynął tak samo jak kiedyś, tocząc się zakolami i rozlewając po kamienistych nabrzeżach, wysłanych płaskimi kamieniami, znakomitymi do puszczania kaczek. Patrząc teraz na tę rzekę, zdawało mi się, że wciąż jeszcze słyszę plaskanie kijanek, którymi kobiety biły pranie. W wieczornej ciszy ich odgłos niósł się po wodzie daleko, uspokajał i wyciszał.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (VI)
Czasami zastanawiam się, co w nas takiego jest, że lubimy jeździć! I nie mówię tu tylko o sobie! Przecież całe nasze pokolenie „baby-boomers” podróżuje jak nawiedzone, młodzi ludzie – tacy do czterdziestki – też jeżdżą, jakby nie było jutra! Rozmowy obracają się wokół tego, gdzie kto był, gdzie jedzie i gdzie by chciał pojechać. Podróżować! Podróżować! Oto co się słyszy! Wszędzie! Nieśmiertelne pytanie:
– Co będziesz robił na emeryturze?
I tak samo nieśmiertelna odpowiedź:
– Jak to co?! Będę podróżował!
Niektórzy wpadają w kompletną obsesję i o podróżach nie umieją już ani przestać myśleć, ani mówić! A przecież nie zawsze tak było. W moim rodzinnym miasteczku był stolarz Jakub, który w ciągu całego swojego życia tylko raz wyjechał z naszego miasteczka w podróż.
– Co będziesz robił na emeryturze?
I tak samo nieśmiertelna odpowiedź:
– Jak to co?! Będę podróżował!
Niektórzy wpadają w kompletną obsesję i o podróżach nie umieją już ani przestać myśleć, ani mówić! A przecież nie zawsze tak było. W moim rodzinnym miasteczku był stolarz Jakub, który w ciągu całego swojego życia tylko raz wyjechał z naszego miasteczka w podróż.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (V)
Chociaż wiele razy narzekałem i psioczyłem na podróże, niewygody, tłumy ludzi i nie wiadomo co jeszcze, to przecież bardzo lubię podróżować - a już najbardziej autem, albo truckiem. W każdym razie lubię jeździć a nie latać, bo latanie kompletnie straciło swój dawny czar i powab. Oczywiście, gdybym mógł latać pierwszą klasą i nie czekać w kolejkach, nie zdejmować butów, paska, skarpetek, nie przechodzić przez komorę rentgena i w ogóle nie być kontrolowanym, to pewnie miałbym zupełnie inne zdanie, ale tak nie jest, bo na takie luksusy po prostu nie mam pieniędzy.
Był jednak czas, gdy lotnisko, samoloty i daleki huk silników przyprawiały mnie o dreszcz emocji.
Pierwszy raz w życiu leciałem samolotem w 1959 roku z Rzeszowa do Warszawy. Byłem z moim ojcem, który miał coś w Warszawie do załatwienia i wziął mnie ze sobą w ramach imieninowego prezentu.
Był jednak czas, gdy lotnisko, samoloty i daleki huk silników przyprawiały mnie o dreszcz emocji.
Pierwszy raz w życiu leciałem samolotem w 1959 roku z Rzeszowa do Warszawy. Byłem z moim ojcem, który miał coś w Warszawie do załatwienia i wziął mnie ze sobą w ramach imieninowego prezentu.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (IV)
Wyjeżdżaliśmy do różnych miast i trzeba przyznać, że wszędzie było ładnie. Droga do Trójmiasta, A-2 do Poznania, Kraków, Wrocław, Karpacz, Zakopane, Rzeszów... To były wycieczki w różnych porach tego samego 2017 roku. I jakkolwiek w lecie zawsze jest najprzyjemniej, to inne pory też mają swój urok.
Jeździliśmy do Domu różnymi drogami. Dla urozmaicenia. Jedna z nich prowadziła przez piękne osiedle białych domków pokrytych czerwoną dachówką. Parkany były żelazne, wszędzie tablice informujące o systemach alarmowych, roślinność imponująca, na podjazdach eleganckie „wypasione bryki”, a na gankach wielkie, rasowe psy, które od czasu do czasu czujnie podnosiły swoje szlachetne łby, ale nie szczekały. Tak jakby chciały powiedzieć, że wszystko widzą i słyszą, ale mając poczucie swojej siły, nie będą się zniżać do poziomu kundla, który biega jak wściekły wzdłuż płotu, obszczekując każdego przechodnia.
Jeździliśmy do Domu różnymi drogami. Dla urozmaicenia. Jedna z nich prowadziła przez piękne osiedle białych domków pokrytych czerwoną dachówką. Parkany były żelazne, wszędzie tablice informujące o systemach alarmowych, roślinność imponująca, na podjazdach eleganckie „wypasione bryki”, a na gankach wielkie, rasowe psy, które od czasu do czasu czujnie podnosiły swoje szlachetne łby, ale nie szczekały. Tak jakby chciały powiedzieć, że wszystko widzą i słyszą, ale mając poczucie swojej siły, nie będą się zniżać do poziomu kundla, który biega jak wściekły wzdłuż płotu, obszczekując każdego przechodnia.
Noc Kupały
Noc Kupały – rodzime święto zakochanych
Kupalnocka to jedna z najdawniejszych uroczystości obchodzonych w czasie przesilenia letniego na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, germańskie i celtyckie…
Noc Kupały, zwana też Nocą Kupalną, Kupalnocką czy też w pewnych regionach Świętem Kresu lub też potocznie Sobótką, to nazwa słowiańskiego święta związanego z letnim przesileniem Słońca. Obchodzona jest w najkrótszą noc w roku, czyli najczęściej (nie uwzględniając roku przestępnego) z 21 na 22 czerwca – nie należy mylić tego święta z później wprowadzoną wigilią św. Jana (potocznie zwaną też Nocą Świętojańską i posiadającą wówczas wiele zapożyczeń z zastałych, znacznie starszych tradycji) obchodzoną w nocy z 23 na 24 czerwca.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (III)
Dla mojej Żony Starówka miała bardzo osobistą wagę, bo właśnie tu Jej ojciec brał udział w Powstaniu Warszawskim. Właśnie tu – niedaleko Mennicy, gdzie parkowaliśmy teraz nasz samochód – został ranny, a potem kanałami przechodził do Śródmieścia.
I właśnie z tym wiąże się sprawa znalezionych przeze mnie papierów, o których wspomniałem trochę wcześniej przy opisie porządkowania domu.
Stara teczka związana sznurkami leżała na strychu w kufrze przywalona starymi rzeczami. Wziąłem ją na dół i zostawiając wszystko inne, zabrałem się do czytania, ale po małej chwili odłożyłem, tak jak odkłada się coś dobrego na właściwą chwilę.
Następnego dnia wstałem przed czwartą. Jakoś nie mogłem spać. W głowie kłębiły mi się jakieś wojenne obrazy, walące się domy, a nawet wydawało mi się, że czuję kurz, zapach spalenizny i słyszę bombardowanie.
I właśnie z tym wiąże się sprawa znalezionych przeze mnie papierów, o których wspomniałem trochę wcześniej przy opisie porządkowania domu.
Stara teczka związana sznurkami leżała na strychu w kufrze przywalona starymi rzeczami. Wziąłem ją na dół i zostawiając wszystko inne, zabrałem się do czytania, ale po małej chwili odłożyłem, tak jak odkłada się coś dobrego na właściwą chwilę.
Następnego dnia wstałem przed czwartą. Jakoś nie mogłem spać. W głowie kłębiły mi się jakieś wojenne obrazy, walące się domy, a nawet wydawało mi się, że czuję kurz, zapach spalenizny i słyszę bombardowanie.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (II)
Te pierwsze dni dla wielu nowo przybyłych są horrorem, który jest tym cięższy, im bardziej są świadomi. I to nie ma nic wspólnego ze standardem domu i troskliwością personelu. Dla starszych ludzi zmiana jest straszna. Może być zabójcza. Pierwsze dni w domu opieki są – w wielu przypadkach – nie mówię, że zawsze – czymś podobnym do pierwszych dni w więzieniu.
Wracam do mamy i jej współmieszkanki. Otóż niektórzy twierdzą (i chyba całkiem słusznie), że nie jest dobrze leżeć samemu, patrzeć w ścianę i myśleć o śmierci. Czyjaś obecność – nawet cicha, nawet bez wzajemnego kontaktu – może łagodzić cierpienia związane z ogromną zmianą, jaką jest opuszczenie własnego domu i zamieszkanie w domu opieki. Domu obcym, pełnym nowości, nowych twarzy i rządzonym twardymi regulacjami. To przejście do zupełnie innego, nieznanego środowiska jest dla starego człowieka szokiem, który przybiera najrozmaitsze formy.
Wracam do mamy i jej współmieszkanki. Otóż niektórzy twierdzą (i chyba całkiem słusznie), że nie jest dobrze leżeć samemu, patrzeć w ścianę i myśleć o śmierci. Czyjaś obecność – nawet cicha, nawet bez wzajemnego kontaktu – może łagodzić cierpienia związane z ogromną zmianą, jaką jest opuszczenie własnego domu i zamieszkanie w domu opieki. Domu obcym, pełnym nowości, nowych twarzy i rządzonym twardymi regulacjami. To przejście do zupełnie innego, nieznanego środowiska jest dla starego człowieka szokiem, który przybiera najrozmaitsze formy.
Jak nas widzą… Polacy? „Byłem w Polsce” (I)
Rondo! Wizytówka polskich dróg i ulic. Wygląda na to, że bez rond nie ma kołowego życia. Wygląda na to, że bez rond nie ma życia w ogóle! Są rozumiane i lubiane. W Kanadzie rzecz mało znana. My mamy nasze skrzyżowania z czterema stopami. Taka nasza narodowa specjalność.
W Polsce rond jest bez liku. Małe, z wysepkami, po których można przejechać, z pasmem ruchu idącym przez wysepkę na wprost, wielkie ze światłami, podwójne, potrójne itd., itd. Co najważniejsze – zdają egzamin na piątkę!
Na skrzyżowaniach kierowcy ruszają z kopyta!
Zmiana świateł i jednoczesny pisk opon. Ma się wrażenie, że to start do jakiegoś niezapowiadanego wyścigu.
W Polsce rond jest bez liku. Małe, z wysepkami, po których można przejechać, z pasmem ruchu idącym przez wysepkę na wprost, wielkie ze światłami, podwójne, potrójne itd., itd. Co najważniejsze – zdają egzamin na piątkę!
Na skrzyżowaniach kierowcy ruszają z kopyta!
Zmiana świateł i jednoczesny pisk opon. Ma się wrażenie, że to start do jakiegoś niezapowiadanego wyścigu.
Pierwsze sklepy samoobsługowe w Polsce
1 czerwca 1956 roku, w tym samym dniu w którym Nikita Chruszczow usunął Mołotowa i przejął całą władzę nad Związkiem Sowieckim, w Białymstoku przy ul. Lipowej 12, naprzeciwko cerkwi św. Mikołaja został uroczyście otwarty pierwszy w Polsce sklep samoobsługowy „SAM” (jego nazwa to skrót od samoobsługowy).
Według Amerykanów pomysł na sklepy samoobsługowe pojawił się w USA już w latach 30. XX wieku, jednak były to z reguły niewielkie sklepy z artykułami spożywczymi, które nie wymagały ważenia lub krojenia. Francuskojęzyczni Kanadyjczycy twierdzą natomiast, że pomysł pochodzi z rozpowszechniających się w tym samym czasie w kanadyjskiej prowincji Quebec małych sklepików osiedlowych zwanych tam do dzisiaj depanneur, w których sprzedaje się tzw. mydło i powidło, czyli wszystko, co tylko można położyć na półkach. Sklepiki te zwykle obsługiwane były przez samego właściciela i często działały na podobnej, samoobsługowej zasadzie, gdzie klient sam brał towar i płacił za niego sprzedawcy za niewielką ladą.
Według Amerykanów pomysł na sklepy samoobsługowe pojawił się w USA już w latach 30. XX wieku, jednak były to z reguły niewielkie sklepy z artykułami spożywczymi, które nie wymagały ważenia lub krojenia. Francuskojęzyczni Kanadyjczycy twierdzą natomiast, że pomysł pochodzi z rozpowszechniających się w tym samym czasie w kanadyjskiej prowincji Quebec małych sklepików osiedlowych zwanych tam do dzisiaj depanneur, w których sprzedaje się tzw. mydło i powidło, czyli wszystko, co tylko można położyć na półkach. Sklepiki te zwykle obsługiwane były przez samego właściciela i często działały na podobnej, samoobsługowej zasadzie, gdzie klient sam brał towar i płacił za niego sprzedawcy za niewielką ladą.
Sowiecki nalot na Warszawę i koniec Powstania w getcie

„Akuratnie była Wielkanoc roku 1943, kiedy usłyszeliśmy detonacje w śródmieściu Warszawy. Mój brat powiedział:
– To Żydzi nareszcie nie chcą umierać jak barany prowadzone na rzeź.
AK-owcy już wiedzieli wcześniej o zamiarach bojowników żydowskich, a nawet przerzucali im broń.
Przypomniałam sobie wówczas mroźną zimę i dwóch małych chłopców żydowskich pod murem, oddzielającym getto od strony aryjskiej. Któregoś zimowego dnia wracałam z Żoliborza – naturalnie na piechotę dla bezpieczeństwa, chociaż nie niosłam nic zakazanego.
Wielkanocne zwyczaje w Wielkim Księstwie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2



















