Pod internetowym artykułem o śmierci poseł Jolanty Szczypińskiej „Gazeta Wyborcza” musiała wyłączyć możliwość dodawania komentarzy. Zrobiono to z uwagi na wyrażaną przez czytelników tego pisma radość, liczne wulgaryzmy oraz życzenia śmierci dla innych polityków PiS. Takich oto czytelników wychowali sobie Adam Michnik i Jarosław Kurski. Nędzne, przepełnione nienawiścią kreatury, niepotrafiące zachować minimum przyzwoitości nawet w obliczu tragedii, jaką jest śmierć.
Zbigniew Herbert pisał, że wybory polityczne w latach komunizmu były również „sprawą smaku”.
OSTRZEŻENIE: NASZA WITRYNA JEST NIEPOPRAWNA POLITYCZNIE I WYRAŻA BEZMIERNĄ POGARDĘ DLA ANTYPOLSKICH ŚCIERW ORAZ WSZELKIEJ MAŚCI LEWACKIEJ DZICZY I INNYCH DEWIANTÓW.
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debilizmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debilizmy. Pokaż wszystkie posty
Nadchodzą nowe czasy
„Byli inni przede mną, przyjdą inni po mnie, bo życie wiekuiste, a śmierć płonna” - pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. Tedy u progu Nowego Roku warto zastanowić się nad przemijaniem, zwłaszcza, że zacytowany fragment wiersza wydaje się nadmiernie optymistyczny. Autor daje w nim wyraz pewności, że „przyjdą inni po mnie” - a to właśnie wcale nie jest takie pewne. Podczas szczytu klimatycznego w Katowicach okazało się, że ludzie są gatunkiem zagrożonym, a pan red. Szymon Hołownia, co to z niejednego komina wygartywał, ogłosił nawet, że ostateczna katastrofa nastąpi już za 20 lat. W tej sytuacji oczekiwanie, że „przyjdą inni po mnie”, bo „życie wiekuiste”, nie wydaje się już takie uzasadnione.
Oczywiście świat, a zwłaszcza – Umiłowani Przywódcy – nie zamierzają biernie na tę katastrofę i zagładę gatunku ludzkiego oczekiwać. Przeciwnie – złośliwi powiadają nawet, że ulegli pokusie aktywizmu, który ojciec Innocenty Maria Bocheński zaliczył do „zabobonów”, w swojej książce „100 zabobonów”.
Oczywiście świat, a zwłaszcza – Umiłowani Przywódcy – nie zamierzają biernie na tę katastrofę i zagładę gatunku ludzkiego oczekiwać. Przeciwnie – złośliwi powiadają nawet, że ulegli pokusie aktywizmu, który ojciec Innocenty Maria Bocheński zaliczył do „zabobonów”, w swojej książce „100 zabobonów”.
W absurdach absurdalnie absurdalnej lewicy nasza nadzieja
Konserwatyzm przejawia się w wielu obszarach, jednym z nich jest poczucie moralności i szacunek do samego siebie. Żyjemy w czasach #metoo – akcji mającej deklaratywnie na celu przeciwdziałanie molestowaniu seksualnemu. Piszę deklaratywnie, bo w rzeczywistości zdaje się ona być narzędziem promocji poprawności politycznej i przemysłu molestowania na wzór przemysłu holokaustu, z którym do czynienia mamy od lat. Widać to chociażby na podstawie tego kto i w jaki sposób oraz kogo oskarża o molestowanie. Mianowicie, wyczynem byłoby nie zauważyć, że zgłaszają to zwykle celebrytki – bo nic tak nie działa na zwiększenie popularności jak skandal – lub oskarżani są celebryci, ponadto oskarżenia dotyczą także konkretnych grup jak księża, a najbardziej charakterystycznym jest, że kobiety zwykle po latach przypominają sobie o tym, że -naście lub -dziesiąt lat temu jakiś zwyrodnialec, który dziś zupełnie przypadkiem jest osobą publiczną, lub wstrętny hultaj w sutannie złapał je w dzieciństwie za kolanko. Ot, nagłe ustąpienie wieloletniego zaniku pamięci…
Technologiczna odpowiedź na feminizm
Stanisław Cat-Mackiewicz w książce „Europa in flagranti” przytacza opinię jakiegoś, bodajże Francuza, że „kokotę zabił samochód”. Chodziło o to, że o ile przed pojawieniem się samochodów, zamożni mężczyźni rujnowali się na kokoty, czyli utrzymanki, to po pojawieniu się samochodów, to właśnie one, a nie kokoty, stały się wskaźnikiem pozycji materialnej i towarzyskiej. Jeszcze pod koniec XIX wieku generał Galifet, który wcześniej utopił we krwi Komunę Paryską, kiedy odszedł z rządu premiera Waldeck-Rousseau, wycofał się do swojej wiejskiej posiadłości wraz z kochanką, znaczy – kokotą – co wywołało w gazetach szmer podziwu, bo generał miał wtedy 71 lat. Nawiasem mówiąc, jeszcze za mego dzieciństwa spodnie do konnej jazdy, wąskie w kolanach i szerokie powyżej, były nazywane „galife” - właśnie od wspomnianego generała, który tę modę zaprowadził. Te kokoty rzeczywiście były kosztowne, nie tyle może ze względu na swoje zalety erotyczne – bo u kobiet mężczyźni cenią albo zalety erotyczne, albo wyjątkowo – intelektualne – co ze względu na licytowanie się mężczyzn zamożnością – na jak luksusową kokotę mogą sobie pozwolić.
Ludzie odrzucają poprawność polityczną

Skarżąca zasugerowała, że komentarze Hesslowa są sprzeczne ze szwedzkim „systemem wartości” - koncepcją, która wymaga od wszystkich szkół w Szwecji przestrzegania wspólnej polityki etycznej, obejmującej respektowanie wartości takich jak egalitaryzm, wolność jednostki i równość płci.
Szanse nowoczesnej głupoty
Szanse nowoczesnej głupoty – historia już możliwa! – wywiad z profesorem Mendlem Cohnem, dyrektorem programu naukowego „Szanse nowoczesnej głupoty”, finansowanego przez znanego filantropa pochodzenia prawniczego - - na nowo otwartym, postępowym, multikulturowym uniwersytecie im. Antoniego Gramsciego w Paryżu.
Marian Miszalski:
— Panie Profesorze, wykłada pan nowy kierunek na tej młodej uczelni – „Szanse nowoczesnej głupoty”. Jak zrodził się ten pomysł?
Prof. Cohn:
— W gronie przyjaciół z Loży Wielki Wschód, w naszej szkole filozoficznej nawiązującej do Gramsciego i Derridy, od dawna dyskutowaliśmy o potrzebie dowartościowania ludzkiej głupoty, która przez niemal cały okres historii – nie tylko wyższych uczelni - tak w Europie jak Ameryce była bagatelizowana, a nawet wręcz wykluczana i dyskryminowana.
Marian Miszalski:
— Panie Profesorze, wykłada pan nowy kierunek na tej młodej uczelni – „Szanse nowoczesnej głupoty”. Jak zrodził się ten pomysł?
Prof. Cohn:
— W gronie przyjaciół z Loży Wielki Wschód, w naszej szkole filozoficznej nawiązującej do Gramsciego i Derridy, od dawna dyskutowaliśmy o potrzebie dowartościowania ludzkiej głupoty, która przez niemal cały okres historii – nie tylko wyższych uczelni - tak w Europie jak Ameryce była bagatelizowana, a nawet wręcz wykluczana i dyskryminowana.
Życie po życiu
Czy tego chcemy czy nie chcemy żyjemy w czasach ponowoczesnych. Tak zadecydowali za nas wybitni specjaliści na przykład – piszę to zupełnie bez ironii – Zygmunt Bauman, którego prace (Nowoczesność i zagłada, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, Etyka ponowoczesna, Ponowoczesność jako źródło cierpień) poleca się przecież studentom nie tylko w Polsce. Nie mamy więc już polityki lecz post-politykę, nie mamy społeczeństwa lecz post- społeczeństwo, nie mamy moralności lecz post-moralność, nie mamy sztuki lecz post- sztukę.
Czym jest lewactwo?
Często mówi się, że coś jest czarne lub białe. Dobre lub złe. W podobny sposób myślimy w polityce. Próbujemy ugrupować i przyporządkować partie polityczne i ich zwolenników na jedną lub drugą stronę i, mimo że ONR nie klasyfikuje się na tej linii, z całą pewnością daleko mu do opozycji.
Podział ten jest to nieunikniony ze względu na przepaść. Przepaścią tą są aspekty światopoglądowe, które łączą się z osobowością jednostki. O tym, za którą stroną się opowiesz często decyduje, na jakich fundamentach i w jakich czasach cię wychowano, ile w tobie szacunku i miłości. Przede wszystkim i głównie do ojczyzny; dlatego, że to ona jest priorytetem dla jednej ze stron. Tutaj pojawia się owa przepaść na przykład z lewakami.
Podział ten jest to nieunikniony ze względu na przepaść. Przepaścią tą są aspekty światopoglądowe, które łączą się z osobowością jednostki. O tym, za którą stroną się opowiesz często decyduje, na jakich fundamentach i w jakich czasach cię wychowano, ile w tobie szacunku i miłości. Przede wszystkim i głównie do ojczyzny; dlatego, że to ona jest priorytetem dla jednej ze stron. Tutaj pojawia się owa przepaść na przykład z lewakami.
Od fanatyzmu do fanatyzmu
Wiele bardzo wody upłynęło w Wiśle od momentu, kiedy napisałem, że indywidualizm jest pułapką. Być może najgroźniejszą jaką na człowieka zastawiono. Nie ma z niej w zasadzie wyjścia, jeśli oczywiście nie liczyć śmierci albo przystąpienia do organizacji całkowicie wykluczającej podejmowanie jakichkolwiek samodzielnych decyzji. To jest widoczne za każdym razem, gołym okiem, ale jest to jedna z tych prawd oczywistych, których umysły ludzkie nie absorbują. Przyczyny tej dysfunkcji są różne i dziś nie pora na ich omawianie. Musimy zadowolić się tym, że tak jest i już.
Pora na przykłady osób, które wpadły w pułapkę indywidualizmu, zanim je jednak podam rzec muszę słowo o tym co ja w ogóle rozumiem przez to pojęcie.
Pora na przykłady osób, które wpadły w pułapkę indywidualizmu, zanim je jednak podam rzec muszę słowo o tym co ja w ogóle rozumiem przez to pojęcie.
Pora poszukać rezerwatu
Przez miniony tydzień wyobraźnia społeczna Kanady spowita była marihuanowym dymem. Nasze wymóżdżone „dzieci kwiaty” doprowadziły wreszcie do legalizacji ziela. Cóż, wszyscy będziemy za to płacić, no ale na razie mówi się że to dochodowy biznes i przyniesie bardzo dużo wpływów podatkowych.
Powiem szczerze, że nie mam problemów z narkotykami i drażnią mnie zakazy palenia papierosów nawet w miejscach wydzielonych. Kocham wolność - jeśli ktoś się chce czymś truć i zabijać to zawsze znajdzie drogę, ale niekoniecznie musi to być droga legalna czy też niekoniecznie państwo powinno ludzi na nią zapraszać.
Jeśli społeczeństwo jest dojrzałe, a ludzie wychowani ku odpowiedzialności, to nawet jeśli w aptece można kupić bez recepty morfinę, heroinę, kokainę czy inne trucizny, to i tak nie będzie to miało złego wpływu. Jeśli natomiast społeczeństwo zostało celowo zinfantylizowane, oduczone od odpowiedzialności, wyzute z tradycyjnych wartości, a teraz jeszcze popchnięte w stronę upodlenia, no to niedługo będziemy mieli wspólnie problem społeczny do rozwiązania.
Powiem szczerze, że nie mam problemów z narkotykami i drażnią mnie zakazy palenia papierosów nawet w miejscach wydzielonych. Kocham wolność - jeśli ktoś się chce czymś truć i zabijać to zawsze znajdzie drogę, ale niekoniecznie musi to być droga legalna czy też niekoniecznie państwo powinno ludzi na nią zapraszać.
Jeśli społeczeństwo jest dojrzałe, a ludzie wychowani ku odpowiedzialności, to nawet jeśli w aptece można kupić bez recepty morfinę, heroinę, kokainę czy inne trucizny, to i tak nie będzie to miało złego wpływu. Jeśli natomiast społeczeństwo zostało celowo zinfantylizowane, oduczone od odpowiedzialności, wyzute z tradycyjnych wartości, a teraz jeszcze popchnięte w stronę upodlenia, no to niedługo będziemy mieli wspólnie problem społeczny do rozwiązania.
Parada onanistów w Warszawie. Konkurs z kretynizmem prawniczym w tle. Polski Przemysł Praworządności
Konkurs z kretynizmem prawniczym w tle
Już tylko dni i godziny dzielą nas od rozpoczęcia konkursu na obsadzenie około 50 tysięcy synekur, zwanego elegancko wyborami do samorządów terytorialnych.
Funkcjonują one na trzech poziomach. Pierwszy poziom, to gminy wiejskie i miejskie, które zostały utworzone w ramach reformy samorządowej w 1990 roku. Za pierwszej komuny bowiem żadnych samorządów terytorialnych nie było, tylko tak zwane „rady narodowe”. Obowiązywała bowiem teoria jednolitej władzy państwowej, za którą to elegancką nazwą kryła się dyktatura PZPR, od lat 80-tych wyparta przez dyktaturę wywiadu wojskowego.
Już tylko dni i godziny dzielą nas od rozpoczęcia konkursu na obsadzenie około 50 tysięcy synekur, zwanego elegancko wyborami do samorządów terytorialnych.
Funkcjonują one na trzech poziomach. Pierwszy poziom, to gminy wiejskie i miejskie, które zostały utworzone w ramach reformy samorządowej w 1990 roku. Za pierwszej komuny bowiem żadnych samorządów terytorialnych nie było, tylko tak zwane „rady narodowe”. Obowiązywała bowiem teoria jednolitej władzy państwowej, za którą to elegancką nazwą kryła się dyktatura PZPR, od lat 80-tych wyparta przez dyktaturę wywiadu wojskowego.
Znaki czasu. Układ zamknięty
Znaki czasu
Jednostka ludzka żeby przetrwać musi umieć rozróżniać płynące ze świata sygnały. Jakie szanse przetrwania miałby człowiek zabłąkany w lesie który nie odróżnia kani czy pieczarki od muchomora sromotnikowego wilczej jagody od borówki, a zaskrońca od żmii? Podobnie na zagładę skazane jest społeczeństwo, które nie odróżnia trujących ideologii i pomysłów organizacyjnych od tych dobrych, właściwych.
Trujące jagody bywają ładne i kuszące smakiem. Podobnie jest z ideologiami. Czy ktoś mógł przypuścić, że piękne hasła „wolność równość i braterstwo” będą oznaczać okrutną śmierć milionów ludzi, więzienia, tortury, obozy pracy?
Człowiek który widział sąsiada umierającego w męczarniach po zjedzeniu muchomora sromotnikowego powinien jednak na przyszłość uważać co zbiera albo w ogóle zrezygnować z grzybobrania.
Jednostka ludzka żeby przetrwać musi umieć rozróżniać płynące ze świata sygnały. Jakie szanse przetrwania miałby człowiek zabłąkany w lesie który nie odróżnia kani czy pieczarki od muchomora sromotnikowego wilczej jagody od borówki, a zaskrońca od żmii? Podobnie na zagładę skazane jest społeczeństwo, które nie odróżnia trujących ideologii i pomysłów organizacyjnych od tych dobrych, właściwych.
Trujące jagody bywają ładne i kuszące smakiem. Podobnie jest z ideologiami. Czy ktoś mógł przypuścić, że piękne hasła „wolność równość i braterstwo” będą oznaczać okrutną śmierć milionów ludzi, więzienia, tortury, obozy pracy?
Człowiek który widział sąsiada umierającego w męczarniach po zjedzeniu muchomora sromotnikowego powinien jednak na przyszłość uważać co zbiera albo w ogóle zrezygnować z grzybobrania.
O potworach, piłkarzach, Marsjanach i Królowej Kier
Nowoczesny ratownik
Nowoczesny ratownik, jak już pisałem przy okazji „ratowania” mnie na plaży, dawniej ratownik to był gość zajmujący się ratowaniem tonących – obecnie jest to urzędnik zabraniający ludziom pływać. Jednak to, co powiedział portalowi polki.pl p. Michał Czernicki, w/g tego portalu „doświadczony ratownik, rzecznik prasowy stołecznego WOPR-u” – to już nie jest arogancja władzy; jest to niemoralne, a nawet nieludzkie. Czytamy:
„Jeśli widzimy tonącą osobę, najważniejsze jest, by w pierwszej kolejności zawiadomić ratownika.
Płaska ziemia
Zdawać by się mogło, że przy takiej obfitości informacji wszelakich wystarczy umiejętnie dmuchnąć, żeby oddzielić ziarno od plew. Nic bardziej mylnego. Szukanie prawdy w gąszczu informacji i dezinformacji, to jak wędrowanie przez puszczę bez mapy, albo płynięcie przez ocean bez busoli. Ci, którym zależy na wpuszczaniu nas na bezdroża, chcą jednak czasami sprawdzić, jak daleko zabrnęliśmy. W tym celu wymyślają oczywiste absurdy typu – racje „zwolenników płaskiej ziemi” i patrzą ilu się na to „załapie”.
Nie czarujmy się – wszyscy jesteśmy podatni na sugestie, chociaż w różnym stopniu. Najlepiej mają ci, którzy dzielą ludzi tylko na: „swoich” i „obcych”. Dla lewaka swoi, to anarchiści wszelkiej maści, a obcy to narodowcy, którym trzeba mieszać szyki. I mieszają. A najlepsze są w tym ruskie trolle, bo nie mają najmniejszych skrupułów, żeby każdego obwiniać, właśnie o… sprzyjanie Rosji.
Nie czarujmy się – wszyscy jesteśmy podatni na sugestie, chociaż w różnym stopniu. Najlepiej mają ci, którzy dzielą ludzi tylko na: „swoich” i „obcych”. Dla lewaka swoi, to anarchiści wszelkiej maści, a obcy to narodowcy, którym trzeba mieszać szyki. I mieszają. A najlepsze są w tym ruskie trolle, bo nie mają najmniejszych skrupułów, żeby każdego obwiniać, właśnie o… sprzyjanie Rosji.
Bez-moherowy ciemnogród antypisiorstwa zdebilałego
„Nie pozwolisz żyć czarownicy”(Księga Wyjścia 22:17)
Taka sytuacja. Pisarka Maria Nurowska wyznała na portalu społecznościowym, że zrobiła laleczkę voodoo symbolizującą posła Piotrowicza i wbija w nią szpilki życząc mu rychłej śmierci. Na to zareagowała Agnieszka Holland słowami: „Marysiu, ja to zrobiłam w młodości 2 razy, za każdym razem ze skutkiem śmiertelnym. Obiecałam sobie i mojej córce, ze już nigdy żadnego voodoo nie wykonam. Jestem przeciwna karze śmierci!”. W odpowiedzi Nurowska zreflektowała się o tyle, że stwierdziła: „Ja jestem za laleczką voodoo, nie musi od razu zabijać, wystarczy mały wylew i paraliż”. Takie to są, proszę Państwa, subtelne gawędy elit - roztrząsanie dylematu, czy „pisiora” należy zabić, czy tylko doprowadzić do kalectwa.
Analizy i wizje postępu
Naszą narodową cechą jest chamstwo - wyznaje w TVN pewna Violetta. Hamerska zresztą. „Filantropka i członkini »rady programowej« prestiżowej organizacji »Kongres Kobiet« jak czytamy na jej stronie.” (za GPC z 5 czerwca 2018: „Najważniejsza różnica” Krzysztof Karnkowski)
Można oburzać się takim uogólnieniem, ale przecie nie można pominąć cywilnej odwagi autorki tych słów - w końcu to trudna, a nawet dramatyczna… autodemaskacja!
Chyba…chyba, że p. Violetta nie jest Polką…
Aleć u nas teraz postępowych Violett czy Janett w miejsce przaśnych Maryś i Teresek wysyp, że hej! Więc chyba jest…
Miejmy jednak nadzieję, że z czasem nawet i „oni” dojrzeją do rozumienia. Proporcji. I sensu tego co wypisują. Każdy ma szansę.
Można oburzać się takim uogólnieniem, ale przecie nie można pominąć cywilnej odwagi autorki tych słów - w końcu to trudna, a nawet dramatyczna… autodemaskacja!
Chyba…chyba, że p. Violetta nie jest Polką…
Aleć u nas teraz postępowych Violett czy Janett w miejsce przaśnych Maryś i Teresek wysyp, że hej! Więc chyba jest…
Miejmy jednak nadzieję, że z czasem nawet i „oni” dojrzeją do rozumienia. Proporcji. I sensu tego co wypisują. Każdy ma szansę.
Wrażliwiec Owsiak, Polin, Ubywatel RP i czystej krwi Anne Apelbaum – laureaci GW
Przepraszam najmocniej, że zawracam głowę czymś, o czym zapewne większość przyzwoitych ludzi nie ma bladego pojęcia. Nie przesadzajmy jednak, w końcu do niedawna tak samo było z nagrodą, „pierwszą po Noblu”, która się nazywa…, no nie pamiętam. W każdym razie to bardzo prestiżowa nagroda, bo dostała ja obsrywająca Polskę „pisarka”…, no nie pamiętam, nie ważne. Za to na bieżąco jestem z nagrodami Wyborczej, ponieważ odwalam czarną robotę za wszystkich leniwych i „obrzydliwych”, którzy Wyborczej nie wezmą do ręki. Dzięki temu poświęceniu mogę podzielić się zabawnymi informacjami.
Czy to się komuś podoba, czy nie, istnieje taka „prestiżowa nagroda” Gazety Wyborczej i tak samo prestiżowe tytuły nadawane przez tę bulwarówkę.
Czy to się komuś podoba, czy nie, istnieje taka „prestiżowa nagroda” Gazety Wyborczej i tak samo prestiżowe tytuły nadawane przez tę bulwarówkę.
Temu szantażowi ulec już nie można
Trudno powiedzieć, czy to już standard Radia Erewań czy jeszcze nie, ale na pewno bardzo blisko. Oto piątkowa „Gazeta Wyborcza” tak poinformowała o szarpaninie w Sejmie ⇒
W rzeczywistości, co wszyscy mogli i mogą sprawdzić sami, było odwrotnie: nie panie szarpano, a panie szarpały, i nie jakieś tam przypadkowe matki, a matki-uczestniczki czysto już politycznego protestu. Widać to dobrze na nagraniu zarejestrowanego przez kamerę telewizji wPolsce.pl:
W rzeczywistości, co wszyscy mogli i mogą sprawdzić sami, było odwrotnie: nie panie szarpano, a panie szarpały, i nie jakieś tam przypadkowe matki, a matki-uczestniczki czysto już politycznego protestu. Widać to dobrze na nagraniu zarejestrowanego przez kamerę telewizji wPolsce.pl:
Gdzie są chłopcy z tamtych lat…
Od lat publicyści, psychologowie i socjologowie zajmują się kryzysem męskości, a każda z nas, szczególnie starszych kobiet zadaje sobie ze zdumieniem tytułowe pytanie.
Pozwolę sobie opisać w jaki sposób pewna znana mi młoda dziewczyna pozbyła się adoratora. Wiem, że adorator to staroświeckie określenie, tak mówił mój ojciec, używał również zabawnego terminu absztyfikant. Kiedyś te określenia mnie drażniły ze względu na swój potoczny- nazwijmy to- nienaukowy charakter, ale nie ma moim zdaniem nic gorszego niż obowiązujące obecnie określenie „partner”. Partnerem może być przecież kolega z pracy, partnerem może być osoba z którą gramy w tenisa, według nowych standardów partnerem jest każdy z kim dzielimy chwilowo życie, a może raczej łóżko niż życie. Może to być osoba pozostająca w innym, nawet formalnym związku albo osoba tej samej płci. Ale wracając do rzeczy- opisywana młoda energiczna osóbka pracuje w stajni wyścigowej.
Pozwolę sobie opisać w jaki sposób pewna znana mi młoda dziewczyna pozbyła się adoratora. Wiem, że adorator to staroświeckie określenie, tak mówił mój ojciec, używał również zabawnego terminu absztyfikant. Kiedyś te określenia mnie drażniły ze względu na swój potoczny- nazwijmy to- nienaukowy charakter, ale nie ma moim zdaniem nic gorszego niż obowiązujące obecnie określenie „partner”. Partnerem może być przecież kolega z pracy, partnerem może być osoba z którą gramy w tenisa, według nowych standardów partnerem jest każdy z kim dzielimy chwilowo życie, a może raczej łóżko niż życie. Może to być osoba pozostająca w innym, nawet formalnym związku albo osoba tej samej płci. Ale wracając do rzeczy- opisywana młoda energiczna osóbka pracuje w stajni wyścigowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
UWAGA: PRZEGLĄDASZ STRONY ARCHIWALNE!
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2
NASZ ZAWSZE AKTUALNY ADRES BIEŻĄCEJ STRONY TO:
☞ tiny.cc/itp2




















